|
Strona 1 z 7 Tutaj znajdziesz mniej lub bardziej dokładną relację z naszej podróży po Indiach. Nie będę tu opisywał dokładnie jakie zabytki i gdzie widzieliśmy, bo to można znaleźć w przewodnikach. Koncentruję się raczej na praktycznych rzeczach i własnych refleksjach, przydatnych lub nie dla rozważających odbycie podobnego wyjazdu. Wiem jak ważne dla mnie były takie relacje w momencie planowania wyjazdu i dziękuję ich autorom. Mam nadzieję, że ta relacja także komuś się przyda.
17.09.2007 - wylot z Warszawy przez Helsinki (cztery godziny czekania na przesiadkę) do Mumbai City. Lecieliśmy Finnair, bilet jakieś 2200zł za osobę w obie strony. Wówczas była to najtańsza opcja jaką znalałem, a szukałem mocno. Wrażenia na lotnisku w Bombaju mocne. Indie przywitały nas tak mocno, że baliśmy się wyjść ;) Powietrze kompletnie inne. Słodko-ciężko-przytłaczająco-duszno-wilgotny zapach. Okrzyki taksiarzy przed lotniskiem tak nas stremowały, że wzięliśmy taxi pre-paid w okienku na lotnisku. Widoki z okien taksówki porażające - nędza totalna, życie na ulicy, mycie w kałuży - a przecież to stolica! Tak dojechaliśmy do Salvation Army Hostel (miejsce z Lonely Planet - wszystko nakręciłem na filmie), gdzie zapłaciliśmy 650 rupii za pokój. Warunki jak dla świeżo do Indii przybyłych szokujące, ale przynajmniej międzynarodowe towarzystwo, dużo łazików i innych obieżyświatów, także dużo ciekawych info z pierwszej ręki można zebrać. Mają internet i w cenie są trzy posiłki, ale lepiej niech nie będą one waszymi pierwszymi w Indiach, bo można się zrazić do indyjskiej kuchni ;)
Sam Bombaj zrobił na nas wrażenie koszmarnie hałaśliwego (wrażenie jakby każdy pojazd bez przerwy trąbił a każdy człowiek coś krzyczał), rozbieganego i zanieczyszczonego. Chcieliśmy jak najszybciej się stamtąd wydostać. Do Polski wracaliśmy wylatując z Bombaju i wtedy wrażenia mieliśmy już inne. Takie samo miasto jak inne indyjskie ;) Po prostu do wyglądu miast i mimo wszystko innego stylu i sposobu życia w Indiach musieliśmy się po prostu przyzwyczaić. Za to niecodzienne wrażenia i przeżycia gwarantowane. Nasz pierwszy bilet kolejowy Mumbai - Aurangabad kupiłem jeszcze w Polsce poprzez stronę www.irctc.co.in W ten sposób oszczędziliśmy sobie trochę czasu i mieliśmy pewność, że szybko się wydostaniemy z miasta. Nie mówiąc o tym, że na świeżakach takich jak my Victoria Terminus zrobił zabójcze wrażenie. Całe szczęście, że nie musieliśmy tam już nic załatwiać ;) Pod koniec wyprawy znowu znaleźliśmy się na tym dworcu, ale już bez szokujących wrażeń. Przejechaliśmy się nawet słynną kolejką podmiejską w szczycie w drodze do Matheranu :) 19.09.2007 - nocnym pociągiem w klasie AC2 dotarliśmy do Aurangabadu. Wagonom tej klasy niczego nie można zarzucić (mam na filmie jak wyglądają), innymi nocnymi nie podróżowaliśmy. Brak zasłonek, którymi można się jakoś odseparować i mieć względne poczucie prywatności nie wchodził w grę. Ludzie jak najbardziej mili i pomocni. Jak wszędzie w Indiach zresztą. Jeżeli chodzi o dzienne pociągi na względnie krótkich trasach, to podróżowaliśmy najtańszymi i było OK. To miasto było dla nas bazą do wypadów do Ajanty i Ellory, dlatego nocowaliśmy tam kilka nocek. Gdy dotarliśmy do Aurangabadu, było jeszcze ciemno. Wzięliśmy rikszę, a właściwie to rikszarz wepchnął nas do swojej rikszy i zawiózł nas do jednego z hoteli z przewodnika LP. Pokój był dużo lepszy i tańszy od tego w Mumbaiu. Wyglądał na względnie normalny pokój hotelowy. Następnego dnia rikszarz czekał już pod hotelem proponując nam swoje usługi przewodnika ;) Nie skorzystaliśmy. Ogólnie to mieliśmy wrażenie, że nas śledzi. Wyskakiwał przez kilka dni w najmniej przewidywalnych miejscach i porach przekonując nas, że i tak w końcu skorzystamy z jego usług. Pewnie dostawał cynk z hotelu, że właśnie wyszliśmy lub właśnie wróciliśmy. Oczywiście wszystko na wesoło, ale uczucie dziwne. Potem przywykliśmy do tutejszego marketingu ;) Pierwszy dzień przeznaczony na zabukowanie sobie wycieczek do Ellory i Ajanty w MTDC Holiday Resort oraz na zaliczanie knajpek z LP. Jedzenie to połowa frajdy z wyjazdu :)
20.09.2007 - zorganizowana wycieczka z przewodnikiem do Ellory, trwała cały dzień. W busie jakieś 12 osób. My, Japończyk, Brazylijka i Hindusi z różnych części Indii. Koło południa przerwa na lunch w knajpie w okolicach Ellory. Miła hinduska para w wieku około 50 lat bierze na siebie rolę gospodarzy, zapraszają nas i pozostałych uczestników wycieczki do stołu i wystawiają prawdziwą ucztę. Obcokrajowcom jako gościom nie pozwalają za nic płacić. O Polsce wiedzieli tyle, że leży koło Niemiec i że papież był Polakiem. To i tak dużo, jak się potem okazało ;) W programie był Bibi-ka-Maqbara (kopia Taj Mahal), Daulatabad Fort, Aurangzeb's tomb at Khuldabad, Panchakki, no i Ellora caves. Wycieczka naprawdę udana i warta swoich pieniędzy (nie pamiętam jakich, ale niewielkich). Na pewno taniej byłoby lokalnym transportem, ale trudno byłoby to wszystko zorganizować w jeden dzień. Te punkty są w dość sporych odległościach od siebie. No i nie zostalibyśmy po raz pierwszy zaproszeni do posiłku z hinduską rodziną. 21.09.2007 - zorganizowana wycieczka z przewodnikiem do Ajanty. Skład prawie taki sam, więc jest wesoło. Pod MTDC skąd odjeżdzał nasz bus, kręcono akurat jakiś serial. Reżyser poprosił nas, żebyśmy stanęli przy wejściu do resortu i chwilę ze sobą pogadali. Czemu nie, nie często występujemy jako statyści w hinduskich serialach ;) Ta wycieczka kompletnie się nie opłaca. Z racji tego, że do Ajanty daleko, to była ona jedynym punktem programu. Lepiej więc wsiąść w autobus i samemu tam pojechać, wyjdzie kilka razy taniej. Tak, czy inaczej Ellora i Ajanta to dla nas te miejsca, które trzeba koniecznie zobaczyć.
|